sobota, 28 grudnia 2013

Kolęda

Te uczucie gdy dzis mialem akurat dzien wolnego w pracy i przyszedl ksiadz po kolendzie. Nie bede zaglebial sie w religijne aspekty, ale poczulem sie gorzej niz na tej slynnej rodzinnej wigilii.
Stary proboszcz wszedl, posmial sie serdecznie, jak przystalo na poczciwego czlowieka ktorym jest, po czym poblogoslawil i zrobil to co sie zwykle robi podczas kolendy.
No i wtedy przyszla kolej na wywiad xD Pyta sobie gdzie mame pracuje, gdzie ja i brate pracujemy, jak tam tate sie czuje itd. I wtedy spojrzal w swoj kajet i sprawdzil nasz wiek.

O ale to juz 25 lat? To chyba najwyzsza pora sie ustatkowac, zalozyc rodzine xD Dziewczyny sobie porzadnej poszukac xD

Chyba nie musze mowic o poziomie żeżu jaki sie wtedy wygenerowal xD Mame probowala jeszcze uratowac sytuacje widzac moje zazenowanie, ale pogorszyla sprawe

seba nie ma szczescia do kobiet xD Nie trafil jeszcze na te odpowiednia xD

No juz kurwa myslalem ze nie wytrzymam. Spocilem sie jak rzaba, ale nie moglem nawet sie przejsc po pokoju bo ten ksiadz tam siedzial. Wogole zrobila sie ogolna zezuncja, zapadla niezreczna cisza, a po chwili ksiadz teatralnie zerknal na zegarek i rzucil

o, juz 11:10, to musze leciec bo o 21:37 mam pogrzeb xD Elo.
tak na prawde powiedzial ze ma pogrzeb o 12:00, ale uznalem ze tak bedzie barwniej
A na odchodnym rzucil mi jakby na pocieszenie

nie pierwsze jablko ktore spadnie jest dla ciebie xD Czasami warto poczekac xD
Przytaknalem po czym zamknalem sie w swoim pokoju, a od tamtej pory wyszedlem tylko po obiad.

Sebastianek-68

Młody, jeszcze gdy byliśmy w pierwszej klasie szkoły podstawowej, zakochał się w koleżance z klasy – Karolinie. Daleko mu było jeszcze do okresu burzy hormonów, ale wszyscy wierzyli wtedy, że jego uczucie jest szczere.
Obiekt jego westchnień pochodził z dobrego domu. Domu, w którym nigdy niczego nie brakowało, a mała Karolina nigdy nie musiała prosić o nic więcej niż raz.
Takie życie utwierdziło ją w przekonaniu, że jest ładniejsza i mądrzejsza od innych – co oczywiście ogromnie mijało się z prawdą. W rzeczywistości, dziewczynka była zepsuta, można by rzec, przegniła.
Jak to jednak bywa w podobnych przypadkach, pieniądze potrafiły zdziałać cuda – i tak, niezbyt przyjacielska i skrajnie zapatrzona w siebie Karolina, stała się liderką klasowych dziewcząt. Poniekąd, była przeciwieństwem Młodego, który pełnił rolę dowódcy w naszej paczce.
Przeciwieństwa jednak, nie zawsze się przyciągają.

Jednostronny romans trwał nieprzerwanie przez sześć długich lat. Młody pisał wiersze i poematy dla swojej wybranki, zrywał jej kwiaty, pomagał w noszeniu plecaka… Wszystko na marne.
Karolina, poza chęcią wykorzystania zauroczonego nią kolegi, za nic nie chciała się do niego zbliżyć.

Wracaliśmy właśnie ze szkoły, powoli krocząc w późnowiosennym słońcu. Niedługo miało zrobić się ciepło.
- Hej, Młody, co jest? – Zapytał Patryk. Młody, co było jak na niego bardzo dziwne, szedł ze spuszczoną nieco głową, zamyślony i oderwany od otaczającego go świata.
- A, nic takiego. W porządku.
- Młody pewnie układa wiersz dla panny Karoliny. – Zarechotał Sperma, jedząc kanapkę.
- Ej, ale odpierdol się, co? – Zdenerwował się Młody.
- Dobra, dobra, nie dramatyzuj tak. Na żartach się nie znasz?
Przeszliśmy koło kościoła, za którym znajdował się przystanek autobusowy.
- Jedzie coś? – Spytałem od niechcenia.
Kamil, idący najbliżej rozkładu jazdy, pokiwał przecząco głową.
- Nie, musimy iść z buta. – Cały jeden przystanek spaceru.
- Hej, Patryk! – Usłyszeliśmy z tyłu.
Patryk, Sperma i Młody odwrócili się razem.
- Nie czekałeś na mnie? – Spytała Karolina z wyrazem zawodu i irytacji na twarzy.
- A czemu miałem czekać? – Odparował Młody. Nie był w nastroju do żartów, widać to było jak na dłoni.
- Bo obiecałeś mi kiedyś, że mi będziesz pomagał…
- A zejdź mi z oczu. – Chłopak odwrócił się i skinął nam, byśmy ruszyli w dalszą drogę.
- Tak?! Jeszcze zobaczysz! Chciałbyś ze mną chodzić, co?! – Piszczała dziewczyna jak wariatka.
- Nie. – Odparł.
Karolina nagle umilkła. Odpowiedź ją zaskoczyła.
- Nie. – Powtórzył Młody. – Sześć lat próbowałem, sześć lat robiłaś ze mną co chciałaś, ale teraz, mam to w dupie.
- Zobaczysz, jeszcze będziesz chciał ze mną być! Jeszcze dzisiaj będziesz żał… - Przerwał jej były wielbiciel.
- Zamknij się wreszcie, bo nie mogę cię słuchać! Wypierdalaj z mojego życia!
- Powiem pani jak się zachowujesz!
- Wykurwiaj, ty jebana, fałszywa cipo! – Idące po przeciwnej stronie ulicy młode małżeństwo obróciło się w naszą stronę z nieskrywaną odrazą. – Pierdolona manipulatorko! Dobrze, że kończę tą podstawówkę, będę miał od ciebie spokój.

Jak okazało się trzy miesiące później, Młody się mylił. Karolina, tak jak i większość naszych kolegów i koleżanek, trafiła do tego samego gimnazjum, do tej samej klasy.
Wzajemna wrogość tych dwojga minęła bardzo szybko – potem stali się wobec siebie obojętni.

piątek, 27 grudnia 2013

Wstyd z kupą

Meszkanie hehe studenckie, mam dwie sublokatorki ale generalnie one dominuja w mieszkaniu gotuja sprzataja a ja no jak to anon nie zsocjalizowalem sie z nimi bo tbw zreszta brzydkie. Niestety braki w socjalizacji spowodowaly ze nie moge sie przy nich wysrywac bo mamy taka w chuj mala lazienke na przedpokoju i wszystko slychac. Oczywiscie one maja wyjebane na dzwieki wiec bardzo czesto budzi mnie sążnisty piard z pomieszczenia obok bo akurat marta poszła robic poranna kupke ;_; takie srut polaczone jakby z grzybami i no sraka generalnie. No i zwykle moje sranie czeka do czasu az obydwie nie opuszcza calego mieszkania na jakies zajecia (weekendy sa zbawienne bo one czesto wyjezdzaja), jesli ktoregos dnia nie wyjdzie tak ze obie nie wyjda no to wstrzymuje sranie do dnia nastepnego. Jednak pewnego razu juz nie moglem wytrzymac bo wychodzilo ze trzymam srake jakis 5 dzien, co wstaje sie wyprostowuje to ta kupa no rozsadza i sama wychodzi. Wiec nagle pomyslwspanialy.jpg poszukalem kilka reklamowek bo mam taki zwyczaj ze jak robie zakupy w biedrze to zatrzymuje sobie w barku te reklamowki. Wzialem wszystkie jakie byly, spod pierwszej wyściełałem chusteczkami, polozylem na parkiecie i kucnalem. Sraka 5 dniowa mozna sobie wyobrazic byla niezwykle dluga choc wspołgrała z ulgą jaka nastepowała centymetr po centrymetrze wysuwania się tej brązowej kiełbasy. Nasrałem chyba ze 2 kilo, dokladnie zawiazalem pierwsza torbe i umieszczalem ja kolejno w nastepnych reklamowkach, aha nadmieniam ze skonczyly sie chusteczki wiec do podtarcia uzylem najbardziej popsutych cottonworldow jakie mialem i je rowniez do tej torebki wsadzilem. No ale byla to godzina popoludniowa wiec jeszcze jasno. Wiec schowalem ów pakunek za lozko i czekalem. Myslalem ze dobrze zabezpieczylem ale juz po 10 minutach w pokoju jebalo dramatycznie. Otwarcie okna niewiele dawalo, zapsikalem pokoj dezodorantem nivea wiec slodko kwasny smak połączył się z odorem sraki tworząc mieszankę powiedzialbym orientalna. Ale wytrzymałem i ja i ta torba, zrobilo się ciemno, koło północy już bez zażenowania i całkiem chłodno choć po cichu otwarłem na szerz okno i wyrzucilem, na szczescie pod blokiem są takie krzaki wiec nie wylądowało to na chodniku. Zdarzylo sie to raz ale boge jeden wie czy ktoregos ranka znow nie bede wyścieływał torebki chusteczką velvet ;_;

Trollowanie

-zawołaj mame do pokoju
-połóż się na łóżku i udawaj że śpisz
-mame taka strollowana

-nasraj do kibla, spuść się na kupe
-nie spuść wody
-powiedz mamie by przyszła szybko zobaczyć do łazienki
-mame taka strollowana

-wejdź do mamy pokoju
-stwierdź że chyba burza idzie
-mama zdziwiona że przecież zima i burzy nie ma
-jebnij głośnego bąka
-hehe zagrzmiało
-mame taka strollowan

-kup rodzinie rezenty pod choinke
-w wigilie matka się pyta dla kogo ta paczka
-mówisz że dla ojca
-ojciec nie żyje od 8 lat
-taki strollowany

-zabierz matce kase z torebki
-zawolaj mame zeby ci dala 5 zl
-mame taka strollowana nie ma dziengow

-mame kupuje ci na wigilie 5 par skarpet
-podziuraw wszystkie w kiblu
-powiedz mamie że kupiła dziurawe skarpety
-mame w ryk bo nie ma pieniędzy na inne
-taka strollowana xD                            

środa, 25 grudnia 2013

Fogg

Siedziałem ostatnio w domu, miałem akurat awarię internetu, szukałem więc jakiegoś zajęcia.
Wszedłem na strych i znalazłem tam stary gramofon, niestety nie miał igły. Zastanowiłem się chwilę
czym by tu ją zastąpić, pomyślałem, że doskonale nadałby się do tego kawałek kości, który mój
brat satanista nosi na wisiorku, był teraz w łazience, medalik więc wisiał na lampce u niego w
pokoju, skradłem go niepostrzeżenie i wróciłem na strych. Włożyłem kość w ten wihajster, co to w
nim igła powinna być, wyglądało całkiem zacnie. Na półce nad głową znalazłem płytę Mieczysława
Fogga, ułożyłem ją na miejscu, gdzie ułożyć się płytę w gramofonie powinno, przycisnąłem doń
kość i odpaliłem machinę. Zamiast muzyki do moich uszu dotarł przeraźliwy pisk, strych się
zadymił, a z obłoków wyłonił się Mieczysław Fogg i wrzasnął "TYFY, TYFY z GRAMOFIXU,
SKURWYSYNIE, CZEGO CHCESZ!?". Przestraszyłem się, ale zrozumiałem, że mam szansę odmienić
swe spierdolone życie, rzekłem: "chcę śpiewać jak pan, panie Mietku". Fogg strzelił obcasami i
zniknął, ja poczułem ucisk w krtani, zaśpiewałem: TA OSTATNIA NIEDZIELA... i brzmiało to pięknie.

Jak zagadać do loszki na przystanku

-czekaj na swojego solarisa obok przystanku
-na przystanek przychodzi jakaś fajna loszka
-patrzy na ciebie a ty na nią
-loszka odwraca wzrok i idzie pod daszek przystanku
-przyjeżdża solaris
-puść tę loszkę pierwszą do autobusu
-loszka siada
-ty obok niej
-jak do niej zagadać, co mam robić, co mam robić
-ściągnij czapkę bo nie jesteś pedałem
-zagadaj do loszki "przepraszam, nie mam na głowie kukuryku?"
-loszka się uśmiecha i poprawia ci włoski
-zaczynacie ze sobą rozmawiać
-loszka daje ci swój numer
-twój przystanek
-wysiadasz
poszło lepiej niż ekspedycja, teraz tylko kiedy zadryndać do tej loszki?

Sebastianek-67

Był taki okres, jeszcze w czasach podstawówki, gdy zadawaliśmy się z Tymkiem jakby nigdy nic. Jego odmienne od normy zachowania i dziwactwa nie zwracały wtedy naszej uwagi, bo w końcu sami nie mieliśmy jeszcze wyrobionego pojęcia o jakiejkolwiek normie.
Z upływem czasu jednak, zaczęły docierać do nas sygnały. I tak, Tymek zaczął stawać się dziwakiem, którego dzieci unikały. Nie można powiedzieć, by on sam robił coś sobie z tego powodu, choć wielokrotnie starał się wkupić w nasze towarzystwo.

Rzecz działa się, gdy byliśmy w czwartej klasie podstawówki. Zahartowani po zielonej szkole, staliśmy się dużo bardziej dojrzali – przynajmniej według nas samych. Byliśmy już w tej „poważniejszej” połowie szkoły, choć daleko nam było do starszych „mężczyzn” z szóstych i wtedy również ósmych klas.
Różnica wieku była naprawdę widoczna, z czego zdawali się mieć ubaw starsi uczniowie. Od czasu do czasu zdarzało się, że ktoś znienacka rozczochrał mi włosy, gdy szedłem korytarzem – choć nie było to nic irytującego. Ot, takie sympatyczne żarciki.
Nie znaczy to jednak, że nie mieliśmy do czynienia z czymś mniej miłym…

Wracaliśmy z W-Fu, wchodząc ociężale na kolejne piętro. Pot lał się z nami strumieniami, po wyczerpującym meczu piłki nożnej. W grupce szedłem ja, Kamil, Tymek, Młody, a kilka kroków w tyle dreptał Czterooki (który nigdy nie uczestniczył w lekcjach wychowania fizycznego).
- Ale ta ostatnia bramka była ekstra! – Pogratulował Młody Kamilowi, który w ostatniej minucie, strzelił gola przeciwnej drużynie. Chłopak poprawił ręką daszek czapki, wygięty w łuk po całonocnym pobycie w szklance (wedle ówczesnej mody).
- Cały mecz był fajowy. Dawno tak nie grałem.
Wszyscy się z tym zgodzili.
- Hej, pchełki! – Usłyszeliśmy zza pleców. Chwilę potem, dwie dziewczyny z szóstych klas wyprzedziły nas, zanosząc się śmiechem.
- Suki! – Krzyknął szybko Młody. – Suki!
Jedna z dziewczyn odwróciła się i pokazała mu środkowy palec.
- Jak ja ją dorwę…
- Cholerne suki, gdybym tylko miał Smokozorda… - Rzucił Tymek.
- Co to za jedne? – Spytałem.
- Jakieś pindy z szóstych klas. – Odpowiedział mi Młody. Miał lepsze rozeznanie w uczniowskich grupach, więc uwierzyłem mu na słowo.
- Zemścimy się. – Powiedział Kamil głośno. – Zemścimy się na tych sukach.

Słowo się rzekło. Od tej pory, za każdym razem, gdy widzieliśmy dwójkę przyjaciółek, głośno nazywaliśmy je sukami. Czasami specjalnie chodziliśmy za nimi, a jeśli było to konieczne, to nawet biegaliśmy.
Z początku nasze ofiary odgryzały się, ale po kilkunastu, lub może kilkudziesięciu razach, sytuacja zaczęła je przerastać. Groźne wyrazy twarzy zastąpił lęk, smutek i wstyd – i mniej więcej w tym momencie, postanowiłem skończyć zabawę.
Kamil i Młody zdecydowali się jednak kontynuować psychiczne terroryzowanie, czasami z pomocą Tymka. Do przezwisk dołączyły szturchnięcia, popchnięcia oraz szarpanie plecaków lub toreb.
Nie było niczym zaskakującym, gdy dwie poszkodowane dziewczyny zjawiły się pewnego dnia w naszej klasie, zalane łzami, twierdząc, że są regularnie napastowane przez kilku chłopców z naszej klasy.
Wychowawczyni rozkazała im wskazać winowajców, wśród których znalazłem się ja, Kamil i Tymek. Nie wiem, czy było mi bardziej wstyd, czy może przepełniała mnie złość z powodu nie do końca słusznych oskarżeń (bo w końcu wycofałem się ze wszystkiego jakiś czas temu) – ale bez dyskusji, stanęliśmy w rządku przy tablicy.
- Ktoś jeszcze was denerwował, dziewczynki? – Zapytała wychowawczyni, jednocześnie mierząc nas lodowatym wzrokiem. Na nas, dzieciach, robiło to ogromne wrażenie.
- Był jeszcze jeden… Ale nie wiemy… Który dokładnie… - Wyjąkała przez łzy jedna z dziewczyn.
- Kto z wami był? – Zapytała wściekle pani.
Wymieniliśmy z Kamilem spojrzenia, oznajmiające tyle, co „nie jesteśmy konfiturami”.
- Pytam się, kto jeszcze z wami był?! – Ryknęła kobieta.
- Patryk, no wstań wreszcie! – Teraz wykrzyknął Tymek, wskazując Palcem Młodego, ukrytego w ostatniej ławce.
- Patryk… Mogłam się domyślić! Do tablicy, marsz!
Młody wyszedł z ławki, z pochyloną głową, jakby idąc na stracenie. W jego oczach widziałem błyskające iskierki gniewu. Chłopak był wściekły.

Jeszcze na tej samej lekcji, całą czwórką trafiliśmy do szkolnej pani pedagog, z którą mieliśmy odbyć rozmowę.
- Dlaczego to robiliście?
- Bo… - Zaczął Tymek. Ani ja, ani Kamil, ani tym bardziej Młody, nie mieliśmy zamiaru donosić na siebie nawzajem, co wyraziliśmy kompletną ciszą. – Bo… Tam byli starsi chłopcy… Tam pod moim blokiem… I oni kazali nam przeklinać.
Wymieniłem pytające spojrzenia z Młodym.
Jacy u licha chłopcy? – Pomyślałem.
- I co w związku z tym? Wyżywaliście się na tych biednych dziewczynach?
Tymek zmyślił historię o rzekomych chłopcach z papierosami, którzy łapali nas i kazali nam przeklinać w klatkach schodowych. Wątpię, by pedagog uwierzyła w choćby jedno jego słowo, ale mimo wszystko, puściła nas wolno.
Jedyne, co mieliśmy zrobić w ramach zadośćuczynienia, to przeprosić poszkodowane. Jakimś cudem, udało nam się uniknąć powiadomienia rodziców, co można uznać za sukces.
Po zakończenia roku szkolnego, już nigdy nie ujrzeliśmy suk.